Dzikie-Mazury.pl

Switch to desktop Register Login

Pajac w Bejnuchah

Pałac, którego już nie ma ale duch po nim pozostał. Z Zabrostu Wielkiego lub z wieży kościoła w Żabinie widać resztki wieży i zabudowań gospodarczych pałacu W Bejnunach Małych, który po wojne pozostał nie po tej stronie granicy co trzeba…

Granica państwa zasadniczo zmieniła charakter tutejszych ziem. Przed rokiem 1945 wszystko, co się tu działo, było związane z pałacem w Bejnunach i niezwykłymi jego gospodarzami. Niegdyś z Żabina czy Rapy wystarczyło 2 godziny podjechać konną bryczką by móc wsiąść do pociągu bezpośredniego do Berlina.

Pierwszym majątkiem rodziny von Fahrenheid była Rapa. Do dziś nie zachował się miejscowy dwór z XVIII wieku. Ani założona w 1803 roku (pierwsza w Prusach i druga w Europie) stadnina koni angielskich. Śladem po istniejącym tu kiedyś majątku jest mauzoleum, kilka budynków gospodarczych i „czworaków” oraz cieknąca ze studni artezyjskiej non stop woda… Jeszcze mniej pozostało z pałacu w Bejnunach Małych, wcześniej należącego do rodu Donhoffów, a później Fahrenheidów.

Baron Fryderyk von Fahrenheid był zapalonym kolekcjonerem sztuki i mecenasem artystów. Uczynił z pałacu prawdziwe muzeum sztuki nie mające sobie równych w całych Prusach. Pałac i park był pełen rzeźb, obrazów, eksponatów z wykopalisk, a nawet replik świątyń greckich. We wnętrzach pałacowych wisiały dzieła Leonarda da Vinci, Rubensa, Rafaela, Tycjana i wielu innych. Zgodnie z testamentem właściciela (zmarł w 1888 roku) pałac i park były udostępniane publiczności. Reklamowane jako „oaza klasycyzmu na kresach” stały się obowiązkowym programem wycieczek z Węgorzewa, skąd biegły do Bejnun dogodne połączenia kolejowe, a ponadto szlak rowerowy i wodny. To wyjątkowe miejsce można było bezpłatnie zwiedzać w piątki w miesiącach letnich.

(c) Dzikie Mazury 2010-2013. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Top Desktop version